Czasem tak jest, że posiadamy coś od pewnego czasu, ale zapominamy o tym lub nie wiadomo dlaczego nie mamy ochoty używać. Kiedy nagle postanawiamy po to sięgnąć okazuje się, ze cały czas tkwił nam przed samym nosem produkt, który zasługuje na miano prawdziwego hitu. Tak może być na przykład w przypadku kosmetyku, który kupiłyśmy pod wpływem impulsu, a teraz nasze kontakty z nim ograniczają się jedynie do mijania go codziennie w łazience. Jak już go jednak w końcu użyjemy to problem, z którym zmagałyśmy się od dłuższego czasu znika błyskawicznie, a my zastanawiamy się dlaczego nie zrobiłyśmy tego wcześniej...
Własnie z czymś takim spotkałam się w tym miesiącu. Kosmetyk, który leżał sobie wzgardzony przez dobrych kilka miesięcy niespodziewanie okazał się być jednym z moich największych odkryć.
Olej rokitnikowy jest tłoczony na zimno z owoców krzewu rokitnika zwyczajnego.
Cechuje się dużą zawartością witamin (przede wszystkim A, C i E).
Owoce rokitnika zajmują drugą pozycję na liście owoców, które posiadają najwięcej witaminy C, która pomaga redukować przebarwienia.
Olej ma silne działanie regeneracyjne, przeciwzmarszczkowe oraz antyoksydacyjne.
Chroni przed promieniowaniem słonecznym i nadaje skórze zdrowy koloryt.
Jest pomocny nawet w przypadku leczenia poparzeń oraz trudno gojących się ran.
Ja posiadam olejek marki Nacomi, jednak sama marka nie jest tu istotna. Liczy się to aby był to stuprocentowy olej z owoców rokitnika zwyczajnego.
Produkt zamknięty jest oczywiście w butelce wykonanej z ciemnego szkła.
Olej rokitnikowy charakteryzuje się bardzo intensywną barwą. Zwykle jest to pomarańczowy odcień, jednak może się zdarzyć, że będzie niemal czerwony.
Kiedy posmarujemy nim skórę zabarwi się ona na taki właśnie kolor. Pomarańczowa warstwa utrzyma się na niej aż do momentu zmycia preparatu. Samo zmycie nie jest w ogóle problematyczne. Jak to w przypadku oleju, wystarczy woda + mydło lub żel.
Efektu tłustości jednak w jego przypadku nie ma, ponieważ jest to produkt swoją formułą bardzo zbliżony do suchego olejku. Z kolei jego zapach jest delikatny z lekko owocową nutą.
Fakt, że efekt barwiący jest tak mocny może niektórych zniechęcać, ale według mnie absolutnie niepotrzebnie. Ja stosuję ten olej wyłącznie na twarz i podchodzę do niego w pewnym sensie jak do maseczek. Nakładam na skórę i zostawiam na około 2 godziny. Po tym czasie zmywam i nakładam krem.
Olej ten można dodawać do kosmetyków do twarzy i ciała, a nawet do szamponów. Tych metod stosowania jednak nie próbowałam, ponieważ wystarcza mi używanie go solo na samą twarz.
Moment, kiedy pierwszy raz sięgnęłam po olej rokitnikowy był tym, kiedy załamywała mnie ilość przebarwień na mojej cerze. Szczególnie dotyczyło to brody, na której miałam kilkanaście plamek. Bez pokładania większych nadziei zaaplikowałam ten olej, nakładałam go przez kolejne dni i jakie było moje zaskoczenie, kiedy po czterech dniach po tych plamkach nie było śladu. Dosłownie zniknęły, a moja cera zaczęła prezentować się niemal idealnie.
Od tego czasu stosuję go kilka razy w tygodniu i coś czuję, że z niego nigdy nie zrezygnuję. Nie przypominam sobie, żeby kiedykolwiek wcześniej coś aż tak szybko i tak skutecznie zadziałało na moją skórę.
Oprócz świetnego radzenia sobie z przebarwieniami kosmetyk ten bardzo dobrze regeneruje skórę, przywraca jej elastyczność i poprawia koloryt, dzięki czemu wygląda ona zdrowiej. Nie zapycha porów ani w ogóle pod żadnym względem nie działa na jej szkodę.
Jak to w przypadku olejów jest on produktem bardzo wydajnym.
Posiadam butelkę zawierającą 100 ml produktu. Używam go intensywnie od miesiąca, a jego poziom zmniejszył się jedynie do miejsca gdzie zaczyna się etykieta.
Podsumowując jestem zachwycona działaniem oleju rokitnikowego. Bardzo polecam go każdemu bez względu na typ cery, ponieważ sprawdzi się on w przypadku każdego jej rodzaju.
Szczególnie mocno zachęcam do jego wypróbowania osoby walczące z przebarwieniami na skórze.
Cena:
ok. 12 zł / 30 ml
ok. 20 zł / 50 ml
ok. 40 zł / 100 ml
Stosujecie olej rokitnikowy?
Jak się u Was sprawdza? :-)
Muszę polecić go mojej mamie, która zmaga się z przebarwieniami :)
OdpowiedzUsuńMiałam krem do twarzy z rokitnikiem i też bardzo dobrze działał :)
OdpowiedzUsuńOleju rokitnikowego nie używałam solo, ale jako domieszkę w innych kosmetykach spotkałam.
OdpowiedzUsuńTo chyba i ja spróbuję! :) Testowałam wiele olejków, ale ten z rokitinika jest mi jeszcze obcy. :)
OdpowiedzUsuńBardzo interesujący artykuł. I mnie przydałby się taki olej.
OdpowiedzUsuńMam dużo przebarwień. Ciekawe czy poradziłby sobie z nimi, kiedy nawet kwasom ciężko.
OdpowiedzUsuńMiałam bardzo mocne przebarwienia na policzkach i nad ustami-wyglądały jak wąsy...Dodawałam do kremu na noc 2 krople, po 2 tygodniach już był efekt.Tylko spałam na ręczniku bo mega brudzi- jedyny minus.Buźka wygląda jak po wakacjach zdrowa i opalona.
UsuńRównież go uwielbiam. Ja mieszam go z olejem z awokado i smaruję sobie nim dekolt. Rewelacyjnie się sprawdza.
OdpowiedzUsuńJa zaczęłam stosować olej z rokitnika na problemy z żołądkiem, ale zauważyłam ,że ma on również właściwości wybielające jeśli chodzi o zęby. Stosuję go dopiero 3 dni więc jeszcze poobserwuję co się będzie dalej działo. Za parę dni dam znać jakie są efekty dłuższego stosowania oleju rokitnikowego.
OdpowiedzUsuńNo i?
Usuń