20 FAKTÓW O MNIE, czyli (prawie) wszystko, co chcecie wiedzieć na mój temat, ale boicie się zapytać ;-)

20 kwietnia


Postanowiłam napisać dziś post, w którym przedstawię Wam trochę faktów o mnie. 
Od dawna planowałam tego typu wpis i w ostatnim czasie wreszcie ustaliłam jakie tematy chciałabym poruszyć. Nie pozostało już nic innego, jak tylko je rozwinąć i opublikować :-) 


20 FAKTÓW O MNIE, czyli garść tego, co chcecie wiedzieć na mój temat, ale boicie się zapytać ;-)

Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej to zapraszam do czytania :-)  

1) Zacznę od mojego imienia. Tak się składa, że jeszcze nigdy się Wam nie przedstawiłam... 
Tak więc, mam na imię Paola. Od razu powiem, że jest to włoskie imię. W Polsce jest oczywiście niezwykle rzadko spotykane. Osobiście nigdy nie poznałam nikogo o tym imieniu. Wiem, że gdyby kiedyś tak się stało, to z pewnością poczułabym się dziwnie... ;-) 
W dzieciństwie nie do końca przepadałam za swoim imieniem, a wszystko dlatego, że większość osób dziwiła się kiedy je słyszała...  Później dorosłam, zmądrzałam i aktualnie bardzo je lubię. Cieszę się, że nie nazywam się tak jak mnóstwo innych ludzi w moim otoczeniu. Co do dziwiących się osób to nadal się przytrafiają, chociaż coraz rzadziej. Najczęściej słyszę po prostu, że mam bardzo ciekawe imię. Jednak zdarzają się zwyczajnie głupie teksty, które od razu lądują na mojej liście hitów. Jednym z nich jest pytanie, czy to moje prawdziwe imię czy pseudonim artystyczny... Taaaak, taka ze mnie diwa, że od urodzenia posługuję się artystycznym pseudonimem ;-P ;-)   


2) Urodziłam się 7 października 1992 roku we Wrocławiu. W tym mieście mieszkałam do 5. roku życia, po czym przeprowadziłam się do Warszawy. 


3) Mam 180 cm wzrostu. Uwielbiam swój wzrost i już jak byłam mała to chciałam tyle mieć. Kiedy byłam przedszkolakiem, ogłosiłam pewnego dnia mojej mamie, że jak dorosnę to będę miała metr osiemdziesiąt wzrostu. Nie wiem skąd mi się to wzięło... Mama oczywiście machnęła ręką na moje gadanie. Moi rodzice są ludźmi średniego wzrostu, więc szanse, że tak będzie nie były zbyt wielkie. Jak widać nie należy lekceważyć tego co mówię ;-) 
Osobiście nie rozumiem osób, które są wysokie i mają z tego powodu kompleksy. Myślę, że mają jakiś problem ze sobą, skoro tak bardzo chcą być jak większość ludzi i się do nich dostosowywać. Myślę, że obecnie nie jest to już tak aktualne, ale kiedyś dokuczało się wysokim  osobom. Jednak dlaczego niektórzy tak postępowali...? Odpowiedź jest prosta. Z zazdrości. 
Tak więc, wzrost swój uwielbiam, uważam za swoją zaletę i nie chciałabym mieć innego. Nie mam też żadnych problemów z noszeniem obcasów. Wprost przeciwnie. Jestem szczupła, więc dobrze wiem jak się wtedy prezentuję i sprawia mi to satysfakcję ;-) 


4) Mój charakter określam ładnie jako koci ;-) Ciężko mnie do czegoś zmusić, a już w ogóle niemożliwe jest to, żebym zrobiła cos wbrew sobie. Nie jestem osobą silnie konformistyczną i zawsze mam własne zdanie. Nie jestem też podatna na manipulacje. Manipulatorów szybko wyczuwam, a wtedy albo uciekam, albo uświadamiam, że źle trafili. Jestem asertywna i nie rozumiem dlaczego niektórzy czują tak silną potrzebę tłumaczenia się (na ogół zwyczajnie kręcąc), kiedy po prostu nie chcą czegoś zrobić. Lubię wszystko robić po swojemu i mieć pełną kontrolę. Nigdy nie byłam fanką wszelkich prac zespołowych. Kiedy np. na studiach trzeba było przygotować raport roczny w grupach, to moim pierwszym pytaniem było, czy mogę napisać go sama (na szczęście mogłam). W dzieciństwie gardziłam kolorowankami. Nie rozumiałam dlaczego niby mam kolorować coś, co jest mi z góry narzucone. Stanowczo wolałam rysować :-)


5) Mam artystyczną duszę. W swoim życiu występowałam na scenie grając w spektaklach, śpiewałam i tańczyłam. Kiedyś także bardzo dużo rysowałam. Obecnie w moim życiu związane ze sztuką są dwie rzeczy - gra na skrzypcach oraz wizaż. 


6) Posiadam fotograficzną pamięć. Ogromnie przydawała mi się ona w szkole. Bardzo często na sprawdzianach przywoływałam w głowie strony z podręcznika. Pamiętałam np. że definicja, która jest mi teraz potrzebna znajduje się w takim i takim miejscu, "odszukiwałam" ją i "odczytywałam". Podobnie na sprawdzianach językowych. Wiedziałam, że dane słowo jest w słowniczku na końcu książki, więc sobie tam "zaglądałam". Nie miałam też najmniejszych problemów z nauczeniem się wiersza na pamięć. Zwykle czytałam go raz lub dwa w dzień przed recytowaniem. Dzięki tej umiejętności prezentacja maturalna, podczas której wygłosiłam 8 stron A4 była dla mnie czymś bezproblemowym. Dokładnie tak jakbym miała te kartki w rękach i po prostu czytała. 
Fotograficzna pamięć przydaje mi się także podczas różnych dyskusji, kiedy to tematem jest "jak to było" i kto ma rację. Niestety umiejętność ta ma także wady, ponieważ ja nie wybieram sobie tego co chcę zapamiętać. Przez to pamiętam różne numery telefonów (przejeżdżałam np. obok jakiegoś szyldu), numery rejestracyjne samochodów (zawsze zastanawiała mnie jedna rzecz... Otóż zdarza się, że policja pyta o numer rejestracyjny jakiegoś samochodu i dobrze, jeśli świadek pamięta chociaż fragment. Ciekawe jaką minę mieliby gdybym to ja była takim świadkiem i wyrecytowała im go w całości. A najlepiej jakby jeszcze było ich kilka... ;-)). Czasem pilnuję się, żeby na coś nie spojrzeć, bo wiem, że będzie to za mną "chodzić"... Tak więc pamięć fotograficzna jest świetna i przydatna, ale bywa też męcząca. 


7) Miewam świadome sny. Orientuję się wtedy, że śnię i zaczynam tym snem sterować. Czytałam jakiś czas temu, że nie jest to do końca bezpieczne, ale jak dotąd wszystko jest w należytym porządku. Albo tylko mi się wydaje ;-P Zdarza się także, że budzę się w złym momencie snu. "Złym", ponieważ chcę coś jeszcze zrobić, coś zobaczyć itp. Potrafię wtedy znowu zasnąć i wrócić dokładnie do tego samego momentu snu. 


8) Od kilkunastu lat interesuję się Japonią. Od razu wspomnę o jednej ważnej rzeczy. Wiele osób podaje się za pasjonatów tego kraju, podczas gdy ich "fascynacja" ogranicza się wyłącznie do czytania mang i oglądania anime. Otóż takie coś nie jest interesowaniem się Japonią, bądźmy poważni... 
W moim przypadku wygląda to tak: interesuję się niemal wszystkim co związane z Japonią nie licząc mang i anime. Nigdy nie byłam ich fanką. Fascynuje mnie przede wszystkim kultura tego kraju oraz panujące w nim zwyczaje. Nie ukrywam, że mam bardzo dużą wiedzę na ten temat i obecnie już naprawdę bardzo ciężko sprawić, żebym dowiedziała się czegoś o czym jeszcze nie wiem i co by mnie w jakiś sposób zdziwiło (a czytam książki m.in. profesorów japonistyki, którzy przez lata mieszkali w Japonii). Znam także język japoński na poziomie komunikatywnym. 


9) Bardzo lubię oglądać filmy i seriale. Z filmów najczęściej stawiam na horrory i thrillery. Uwielbiam filmy z drugim dnem, przy których trzeba się trochę wysilić, żeby je zrozumieć. 
Natomiast szczerze nie cierpię musicali. Albo film, albo muzyka. Nigdy razem w takim stopniu. Musicale mnie najzwyczajniej irytują swoją infantylnością i udziwnieniem. 
Miewam także raz na kilka miesięcy "filmowe fazy". Trwają one na ogół tydzień i przez ten czas oglądam codziennie 3-5 filmów. 
Z kolei seriale oglądam stale w dużej ilości. Nie lubię pytań "jakie seriale oglądasz?". Za dużo tego. W takich momentach najchętniej odsyłam na swój profil na filmwebie ;-) 


10) Boję się uczucia niepewnego gruntu pod nogami. Dlatego unikam jak tylko mogę balkonów. Zabawne jest to, że w poprzednim mieszkaniu miałam dwa balkony... Nigdy na nie nie wychodziłam. Źle czuję się także stojąc na przeszklonej podłodze. Absolutnie nie łączy się to z lękiem wysokości, ponieważ go nie mam. Mogę spokojnie patrzeć w dół będąc na dużej wysokości. Nie mogę jednak stać na czymś, co "wystaje" z budynku, wygląda na niepewne lub jest przezroczyste. 


11) Bardzo nie lubię tłumów. Jedyny jaki akceptuję to ten podczas koncertu. Jednak ten tłum jest zupełnie innego rodzaju. Określam go jako pozytywny. Nie lubię natomiast tłumów na ulicy, w sklepach itp. Najbardziej jednak nie znoszę strajków i nigdy bym się na żaden nie wybrała. Generalnie z kilku różnych powodów. Po pierwsze źle mi się kojarzą, a po drugie nie wierzę w ich efektywność. Do tego oczywiście ta masa wrzeszczących ludzi (swoją drogą w dużej części potrafiących jedynie wrzeszczeć razem z innymi. Często tylko dla samego wrzeszczenia. Natomiast w pojedynkę na ogół już nie są tacy mocni. Jednak pozostawię ten temat, bo jest to zupełnie inna kwestia)... Tego typu wydarzenia z pewnością nie są dla mnie odpowiednie i jeśli jakimś cudem znalazłabym się w środku jakiegoś, to w ciągu minuty bym się ewakuowała.  


12) Jestem osobą dobrze zorganizowaną. Nigdy nie miałam problemów z dotrzymaniem terminów. Na ogół zaczynam się stresować, że nie zdążę czegoś zrobić dużo wcześniej, niż jest to konieczne. Efekt jest taki, że mam wszystko zrobione przed czasem. Jestem też w pewien sposób pedantyczna. Już jako dziecko musiałam mieć wszystko poukładane według swojego własnego schematu. Dzięki temu zawsze dobrze wiedziałam co gdzie mam. Jako nastolatka nie rozumiałam, kiedy ktoś mi mówił, że musi czegoś w pokoju poszukać... Jak to "poszukać"...? To nie wie gdzie co ma..? ;-) 


13) Nie mam kompleksów. Oczywiście nie zawsze tak było. U mnie zniknęły one mniej więcej po skończeniu 20. roku życia. Niesamowicie irytuje mnie fakt, że niektórzy brak kompleksów u kogoś interpretują jako wywyższanie się tej osoby i uważanie wszystkich innych za gorszych od siebie... Nie rozumiem jak można tak myśleć i co ma jedno do drugiego... Naprawdę trzeba być słabym i zakompleksionym, żeby tak sądzić. Uważam, że dzięki temu, że nie mam kompleksów jestem pozytywną osobą. Po prostu nie zadręczam bliskich gadaniem o tym, co uważam u siebie za "straszne rzeczy" i nie domagam się wiecznego dowartościowywania. Sama siebie dobrze znam i lubię, więc nie potrzebuję, żeby ktoś mi tłumaczył, że "wcale nie jestem taka zła". Swoją drogą nie przepadam za skromnością. Nie rozumiem, że często to określenie jest bezwzględnie interpretowane jako zaleta. Otóż skromność może powodować zwyczajne niedocenianie siebie samego, a to jest może dobre dla otoczenia, ale na pewno nie dla siebie samego (warto wtedy zastanowić się nad osobami, których ma się za przyjaciół...). Po drugie skromność bardzo często jest fałszywa. Osoba w taki sposób "skromna" będzie opowiadać o sobie rzeczy, w które sama nie wierzy i żalić się tylko po to, żeby słuchać jak inni protestują i przekonują ją jaka jest świetna. Osobiście z początku mogę protestować, kiedy usłyszę czyjąś negatywną samoocenę (o ile oczywiście sama się z nią nie zgadzam), ale na dłuższą metę tego nie wytrzymam. Ktoś w kółko gada, że jest gruby/brzydki/stary (lub że na takiego wygląda)? Przestanę się certolić i powiem "tak, toczysz się jak piłka"/ "nie wiem, bo staram się na ciebie nie patrzeć"/ "ludzie tyle nie żyją... Idź poprzymierzać trumny". Tym sposobem jest szansa, że osoby złaknione wiecznego dowartościowywania wreszcie się ode mnie odczepią i przestaną prowadzić swój pełen dramaturgii monolog. Poza tym od samego gadania jeszcze nikt nic nie zmienił.


14) Zawsze miałam łatwość pisania. Być może wiąże się to z tym, że szybko nauczyłam się czytać i pisać. Nawet moja mama nie wie jak to się stało. Mówi, że po prostu pewnego dnia wzięłam książkę i zaczęłam ją czytać. Jak poszłam do szkoły to bardzo dobrze umiałam czytać i nauczyciele bardzo mnie pod tym względem chwalili. Chwalono mnie także za to co i jak pisałam. Na studiach także wiele razy słyszałam od prowadzących zajęcia, że moja praca roczna jest bardzo dobrze napisana, jest ciekawa i widać, że pisanie przychodzi mi z łatwością. 


15) Jestem w pewien sposób zakręcona na punkcie ortografii i zasad gramatycznych. Przez całą moją edukację szkolną nie napisałam ani jednego wypracowania, w którym nauczyciel znalazłby jakiś błąd ortograficzny. Przyznam, że zawsze byłam z tego dumna ;-) Odkąd pamiętam bardzo stresowało mnie ryzyko, że mogę przez przypadek popełnić błąd. Nawet wysyłając prywatną wiadomość do kogoś znajomego czytam ją co najmniej raz przed wysłaniem. Dla mnie popełnianie błędów ortograficznych i pisanie zdań, w których jest jeden wielki bałagan i ciężko doszukać się sensu to powód do wstydu. Zaznaczam, że nadużywane słowo 'dysleksja" na mnie nie działa, a modne teraz zwalanie winy na słownik w telefonie wywołuje u mnie masę śmiechu. 


16) Bardzo nie lubię zdrobnień. Oczywiście nie wszystkie mnie tak irytują, ale jak ktoś mi np. powie o "pieniążkach" to niech się nie dziwi czemu tak się moje pięści zaciskają ;-P Natomiast jeśli ktoś wstawia zdrobnienie w co trzecie słowo, to z pewnością nie wytrzymam w jego towarzystwie do końca rozmowy. 


17) W dzieciństwie byłam bardzo śmiała. Jak chciałam się z kimś zapoznać, to po prostu podchodziłam i zaczynałam rozmowę bez żadnego skrępowania. Później trochę się to zmieniło. Jednak wyłącznie dlatego, że przestało mnie tak bardzo ciągnąć do ludzi. Jak człowiek się troszkę zestarzeje, to też niekiedy zmądrzeje ;-) Śmiała nadal jestem, jednak ostrożnie i z dystansem podchodzę do nowych znajomości. 


18) Uwielbiam jeść i mam to szczęście, że w ogóle tego po mnie nie widać ;-) Nie uznaję żadnych diet (w ogóle nie lubię tego słowa). Na świecie jest zbyt wiele dobrych rzeczy do zjedzenia, żeby być na diecie! Ważne, żeby wszystko robić z głową i obserwować samego siebie. Gdybym tylko zauważyła, że z moją figurą dzieje się coś niedobrego, to zaczęłabym po prostu jeść mniej. 
Wracając do samego jedzenia jestem wielką fanką sushi oraz pierogów ruskich. Jestem też mięsożerna i nie ma szans, żeby się to kiedykolwiek zmieniło. Nie cierpię natomiast oliwek, serów pleśniowych, wszystkiego co wędzone oraz rukoli. 


19) Staram się regularnie ćwiczyć. Nigdy nie lubiłam sportów zespołowych, za to bardzo lubię aktywność na siłowni. Nie palę też papierosów i nie mam wśród znajomych palaczy. 


20) Bardzo lubię cięte kwiaty. Za to nie pałam uwielbieniem do doniczkowych roślin i nie mam do nich ręki. 



Napisałabym coś jeszcze, ale czuję, że post ten robi się za długi... 


Jestem ciekawa kto z Was dotrwał do końca ;-)
Piszcie w komentarzach jeśli któraś z poruszanych przeze mnie kwestii Was zaciekawiła. 
Może macie coś do dodania od siebie? :-) 

Możliwe, że kiedyś przygotuję ciąg dalszy, więc jeśli macie jakieś pytanie to śmiało :-) 





Podobne wpisy

12 komentarzy

  1. Ja też nie mam ręki do kwiatów doniczkowych. Potrafię takiego doprowadzić do śmierci. Przykładem może być to, że mam na swoim sumieniu liść laurowy pieczołowicie hodowany w doniczce przez moją mateczkę 😊 Zapomniałam go podlewać, a reszta jest milczeniem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem w stanie doskonale Cię zrozumieć. Rośliny nie mają zbytnich szans na przetrwanie w towarzystwie osób takich jak my ;-) ;-P

      Usuń
  2. Też nie potrafię zajmować się kwiatami doniczkowymi. Wykończyłam nawet kaktusy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. 181cm, też nie znoszę tłumów innych niż na koncertach, charakter też mam ponoć "koci" - zresztą nie tylko charakter, ostatnio usłyszałam, że nakładam serum do twarzy jak kotek :D Zazdroszczę fotograficznej pamięci, bardzo - ale to taka dobra zazdrość. A co do imienia to nie wiem, o co chodzi - ładne jest!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że mamy trochę wspólnego ;-D
      Nakładanie serum niczym kotek mnie zaciekawiło... ;-) Ja za to mam iście kocią słabość do pomponów - jak jakiś widzę to nie potrafię się powstrzymać i muszę pacnąć. Najlepiej kilka razy, hahaha ;-)

      Usuń
  4. Nawet nie wiesz jak Ci zazdroszczę fotograficznej pamięci :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dotrwałam. Ze wspólnych rzeczy: też nie robię nigdy błędów ortograficznych ani gramatycznych, mam świadome sny, nie lubię prac i sportów zespołowych i nie mam ręki do kwiatów. A, i uwielbiam jeść, nie uznaję diet. ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawy post zbliżający do Ciebie czytelników :) z tego co widzę to mamy trochę wspólnego - też uwielbiam jeść a jestem chuda jak szkapa :p tez w dziecinstwie walczylam ze zlosliwymi dogryzkami na punkcie mojego imienia. Jestem Pamela - ale nie Anderson! Do tej pory ludzie mi dogryzają haha a tak poza tym - przyjemny post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie niekoniecznie były to złośliwe dogryzki. Raczej ciągłe wyrazy zdziwienia. Jako małe dziecko wiecznie musiałam tłumaczyć czemu się tak nazywam i w ogóle o co chodzi... Miałam już niemal całe formułki opracowane do wygłaszania ;-P W dodatku pamiętam, że w podstawówce niektórzy chcieli mówić do mnie innym imieniem... Oczywiście zaprotestowałam i nikt się nigdy nie odważył ;-)

      Haha, tak się składa, że moja mama jak myślała nad imieniem dla mnie to rozważała też imię Pamela ;-)

      Cieszę się, że post Ci się spodobał :-)

      Usuń

Bardzo dziękuję za odwiedziny i komentarze.

Często odwiedzam blogi swoich czytelników.

Pamiętaj, że to nie jest miejsce na Twoją reklamę!
Nie interesują mnie obs/obs i kom/kom.
Komentarze zawierające linki nie są udostępniane.

Niedawne posty